Licznik nadchodzących Swiąt wybija dwanaście dni. W warszawskiej Arkadii tłok, choć dopiero czternasta. Szaleństwo zaczyna się na parkingu. Kierowcy wjeżdżają, wyjeżdżają, trąbią, pędzą do zwolnionych miejsc, parkują na drugiego i w miejscach niedozwolonych. Wreszcie wysiadają i klnąć pod nosami prowadzą swoje żony na zakupy. Dzieci są w szkole. Tylko tak można kupić dla nich prezenty. Już z ruchomych schodów wyraźnie widać mrowisko parteru. Przybywający przestępują z nogi na nogę – gotują się do skoku. Co jakiś czas zerkają na zegarki – czemu te schody jadą tak wolno? – zdają się mówić ich twarze. Jedna przemówiła naprawdę -Pospiesz się, mamy czas tylko do dwudziestej drugiej!
