Pan był pijany i prowadził rower. Zataczał się niemożliwie, rower razem z nim. Gdy rower odjeżdżał zbyt daleko pan rzucał się na ratunek i ryzykując wiele przywracał go do dla siebie tylko dostrzegalnego pionu. Był jednak bezpieczny. Na głowie, jak przystało na świadomego rowerzystę, miał rowerowy kask.
