Licznik nadchodzących Swiąt wybija dwanaście dni. W warszawskiej Arkadii tłok, choć dopiero czternasta. Szaleństwo zaczyna się na parkingu. Kierowcy wjeżdżają, wyjeżdżają, trąbią, pędzą do zwolnionych miejsc, parkują na drugiego i w miejscach niedozwolonych. Wreszcie wysiadają i klnąć pod nosami prowadzą swoje żony na zakupy. Dzieci są w szkole. Tylko tak można kupić dla nich prezenty. Już z ruchomych schodów wyraźnie widać mrowisko parteru. Przybywający przestępują z nogi na nogę – gotują się do skoku. Co jakiś czas zerkają na zegarki – czemu te schody jadą tak wolno? – zdają się mówić ich twarze. Jedna przemówiła naprawdę -Pospiesz się, mamy czas tylko do dwudziestej drugiej!
Buspas
29/11/2011Na buspasie w centrum miasta ścisk. Rozsierdzony kierowca autobusu trąbi na każdego cwaniaka. W końcu nie wytrzymuje. Kiedy lśniący SUV próbuje zajechać mu drogę dociska gaz do dechy i odwraca sytuację. Zatrąbił, przyblokował SUVa i uchylił okno -A co ty tu robisz? - zapytał ironicznie budząc wesołość pasażerów. Przejechał przed SUVa i ruszył buspasem na kolejny przystanek. Co ciekawe, na prawo od buspasa jest jeszcze jeden pas – nieużywany, bo tyle w nim dziur. Więc ten SUV z prawej wyprzedził autobus i jeszcze przed rozwidleniem zdążył po ciągłej przejechać na trasę w innym kierunku wyprzedzając tym samym około 100 samochodów i oszczędzając sobie czekania. A cały korek wziąć się stąd, że kawałek dalej stał zepsuty autobus. Wcale nie na buspasie.
23. Legendy
28/11/2011Gra na krześle. Legenda miasta. Wali drewnem w drewno na oślep. Potrafił zauroczyć swymi antyzdolnościami ale ostatnio przygasł. Starał się podążyć za trendami, ale poległ. Kilka plastikowych baniaków, w które próbował bębnić nie pomogło. I tak większą uwagę i więcej pieniędzy zebrał nowy – chłopak, który obłożył się pustymi butlami i waląc w nie potrafił stworzyć muzykę. „Zbieram na prawdziwą perkusję” napisał i wygląda na to, że uzbiera już niedługo.
22. Mrowisko
07/07/2011Czerniakowska 100. Sąd. Wszyscy stoją i siedzą w zawiłej kolejce do kasy. Ja również. Nagle coś łaskocze mnie w dłoń. Spoglądam – to mrówka. Zmieniam głębię ostrości i widzę kolejną, i jeszcze jedną – maszerują dziarsko po pięknej posadzce. Docieram do kasy, potem do okienka. Następnie do ZUSu, spożywczego i na pocztę. Wracam wreszcie do domu, siadam przy biurku i nagle włos łaskocze mnie w czoło. Próbuję go przesunąć, ale coś spada na klawiaturę. To mrówka.
21. Rozmowa z Fryderykiem
20/06/2011Warszawskim kioskom towarzyszą często lodówki na napoje stojące na dworze. Kiedyś markował je producent słodkich gazowanych. Teraz większość zdobi umowna mapa starówki, a od niedawna również twarz Fryderyka Chopina. Chluba narodu, mistrz, wielki kompozytor. Nic dziwnego, że pewien pijak stojąc nieopodal zauważył nagle muzyka, podskoczył do niego jednym susem i stojąc bardzo blisko, nachylając twarz do jego twarzy, zaczął mówić. Mówił i opowiadał, strojąc przy tym miny i gestykulując, a historia była długa. Tak długa, że nawet gapie przystający z niedowierzaniem nie mogli doczekać się końca i odchodzili zostawiając panów pogrążonych w rozmowie.
20. Bezpieczeństwo przede wszystkim
20/06/2011Pan był pijany i prowadził rower. Zataczał się niemożliwie, rower razem z nim. Gdy rower odjeżdżał zbyt daleko pan rzucał się na ratunek i ryzykując wiele przywracał go do dla siebie tylko dostrzegalnego pionu. Był jednak bezpieczny. Na głowie, jak przystało na świadomego rowerzystę, miał rowerowy kask.
19. Wakacje w Międzyzdrojach
02/05/2011Młodzi rodzice z dzieckiem. Mama w skórze. Ojciec w ćwiekach. Maluch w wózku z małym, drewnianym bejsbolem w rękach.
18. Orkiestra dęta
02/05/2011O jedenastej trzydzieści na ulicy Puławskiej roznosiła się melodia dęta. O trzynastej dziwny kwintet grał już na Narbutta. Pół godziny później zniknął. Pojawił się znów po piętnastej na miłym skwerku przy kinie Iluzjon. Stali w jednym miejscu i grali. Melodie zmieniały się co kilka minut a blaszane, często fałszywe dźwięki huczały w głowach mieszkańców, kiedy o wpół do piątej zespół nie przestawał grać. Za piętnaście piąta na parterze jednej z kamienic uchyliło się okno. Jeden z muzykantów podbiegł wymachując czapką, a starsza pani z parteru wrzuciła do niej papierek. Krótką chwilę później na balkonie na pierwszym piętrze pojawiła się ciężarna kobieta z banknotem. I do niej podbiegł muzykant z czapką. I tak mała orkiestra zaczęła się sypać. Zagubił się rytm, melodia zwariowała, a grupka cygańskich muzyków skupiła się na wypatrywaniu odblasków na szybach. Wkrótce ruszyli dalej – na Kazimierzowską.
17. Drzwi na strych
18/03/2011Co najmniej raz na dwa tygodnie na klamkach drzwi w mojej klatce wiszą ulotki pewnej pizzerii. Drzwi – ulotka, drzwi – ulotka, ulotka na podłodze, drzwi – ulotka… Na ostatnim piętrze jest pięcioro drzwi. Jedne stare, powykrzywiane i okraszone ogromną, zamkniętą kłódką. To drzwi na strych. Ulotka.
16. Sala Neoplastyczna
26/02/2011Będąc w Lodzi zdecydowałam się odwiedzić Salę Neoplastyczną. To niezwykłe pomieszczenie zaprojektował sam Władysław Strzemiński, którego cenię i poważam. Kupiłam bilet, weszłam na ostatnie piętro Muzeum Sztuki i włączyłam tryb kontemplacji. W muzeum, jak w każdym innym muzeum, jednej sali pilnuje jedna osoba. Sala Neoplastyczna jest jednak wyjątkowa, dlatego kiedy do niej weszłam, w drzwiach, z oczami zwróconymi na mnie, stanęły aż trzy panie. Chłonęłam sztukę, gdy nagle doszły mnie szeptane coraz głośniej słowa -…mała, droga, byłam w szoku. Nie wiedziałam o co chodzi, pomyślałam o rzeźbie. -…ale wzięłam… pierś jak ochłap, nie kurczak! Zakończenie nie było już wyszeptane, a ja, niezauważona przez panie, zdążyłam zmienić salę. Muzeum – dom sztuki, a w każdym domu musi być obiad. Dobrze, że panie o tym nie zapominają.
14. James Dean.
29/10/2010Spotkałam go na ulicy Puławskiej. Już z daleka zwracał uwagę – rozwianym płaszczem ze skóry, gdy wszyscy inni przechodnie w kurtkach zapiętych pod szyje. Na głowie miał żółty robotniczy hełm, w dłoni ukulele. Szedł pewnym, szerokim krokiem. Uśmiechał się jakby nie czuł zimna, jakby dokładnie wiedział jak zwraca uwagę, jak wszyscy na niego patrzą. Nie zważał na ludzi wokół. Rozmawiał z dziewczyną. Mateusz Kościukiewicz – „nowy Zbyszek Cybulski”, „polski Heath Ledger”, „James Dean polskiego kina”.
13. God bless.
18/09/2010Lotnisko krajowe w Rejkiawiku. Para dwudziestoparolatków z Polski. Wypakowują bagaże z busa. -Nie stój tu – chłopak syczy do dziewczyny poirytowany -Gdzie ty stoisz!? Idz tam. – Wskazując kierunek nagle napręża się, zmienia cały i taki wyprostowany, pełen entuzjazmu krzyczy nie wiadomo do kogo. -God bless! Rozglądam się zdezorientowana i już wiem do kogo ten okrzyk. Niedaleko, małym samochodem z otwartym oknem przejechały dwie zakonnice. Nie usłyszały, może nie zrozumiały, na pewno nie zareagowały. Dziewczyna też nie.
12. Nie wolno dmuchać!
18/09/2010Na Krakowskim Przedmieściu krzyż i właśnie zawiesili pamiątkową tablicę. Zgromadzeni przed nią nieliczni na głos wyrażają emocje i poglądy – idealna, skandaliczna, prawdziwa, kłamliwa, porządna, ładna, i tak za duża! Tylko dwie osoby wyraziły się bez słów. Jedna splunęła głośno i dobitnie. Druga to kilkuletni chłopiec. Co i rusz wbiega między ustawione pod tablicą znicze i dmucha. Dmucha z całych sił, jakby to były świeczki na torcie, jakby od tego zależało spełnienie największego marzenia. – Wojtuś! Tu nie wolno dmuchać! - To mama odciąga chłopca, potem tata. Bezskutecznie. Wojtuś nie daje się przekonać. Najwidocznej coś w środku każe mu zdmuchnąć te gorące płomyki.
11. Tajemnice Jarocina
29/07/2010Jarocin gościnny i otwarty na przyjezdnych ma jednak swoje tajemnice i ich strażników, którzy tylko czasem, przy odrobinie szczęścia, gotowi są podzielić się tym i owym. Jak ta sroga Pani, która niezauważalna dla przechodniów wystaje z okna na piętrze i pilnuje wejścia na podwórko. Słusznie zresztą, bo podwórko sprawia z zewnątrz wrażenie ogólnodostępnego zaułka. Od tej Pani dowiedzieć się można, że budynek za jej płotem, ten z oknami zwieńczonymi łukami, to dawna bożnica żydowska. Stoi pusta, ale jeszcze niedawno była tam sama gimnastyczna. Pani z okna dobrze pamięta jak mieszkańcy składali się na jej remont, żeby ich dzieci miały gdzie ćwiczyć. Wszystko było na swoim miejscu – drabinki, materace. Kilka lat temu budynek znów trafił w ręce gminy żydowskiej, ale Pani z okna martwi się raczej tym, co kryje ziemia pod nim. To rzeba zbadać – mówi – Tam musi coś być zakopane, bo czasem u mnie w ogrodzie wyłażą takie robaki, wie Pani, jak na cmentarzu, śmiertelniki. Nietrudno domyślić się, co ma na myśli Pani z okna i dlaczego się martwi. Tym bardziej, że jej ogród to jedyny skrawek zieleni w okolicy, tylko tam bezpiecznie może bawić się jej maleńka wnuczka i właśnie ten kawałek trawy dla dziecka wydaje się tajemnicą, której przed ciekawskimi turystami strzeże sroga Pani z okna.
28-29.07.2010
10. Tolerancja
27/07/2010W przedziale 3 polskie muzułmanki w chustach kryjących ich włosy, szyje i ramiona. Bardzo Zaangażowana (lat 27), Doświadczona Trzeźwo Myśląca (lat 45-50) i Swieżo Nawrócona (lat 35-40). Swieżo Nawrócona zadaje mnóstwo pytań. Porusza się po świecie islamu jeszcze niepewnie, ale woli pytać niż błądzić. Bardzo Zaangażowana tłumaczy, prostuje, oburza się a czasem aż nadyma. Doświadczona Trzeźwo Myśląca pacyfikuje Bardzo Zaangażowaną, Swieżo Nawróconą łagodnie naprowadza na właściwy trop. Sama myślami jest gdzie indziej. Martwi się, bo syn został sam w domu.
Nagle do przedziału wchodzi śliczna, wysoka, złotowłosa czternastolatka. Bawi się włosami. Jeden zostaje w jej palcach i przyczepia się do swetra. Dziewczyna krzywi się, zdejmuje z siebie długi, jasny włos i wyrzuca go do kosza. Muzułmanki wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. – W chuście nie ma takich problemów – mówi figlarnie Doświadczona Trzeźwo Myśląca. – Nie jestem zainteresowana, mamo – odpowiada nastolatka stanowczo, ale z uśmiechem.
27.07.2010
